niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdział 1: Ona

Czy wampiry mogą się nudzić? Kolejny dzień, w moim życiu... jeśli tak można to określić. Kolejne te same osoby, te same lekcje, nie wnoszące nic czego bym już nie wiedział. Oczywiście nie tylko nasza rasa miała podobny tok myślenia, chociaż tylko nasza się nie myliła.
Przez ile lat można dowiadywać się tych samych informacji? Dwa? Trzy? Jeśli powtarza się rok w tej samej klasie, jednakże nawet wtedy ludzki umysł może wyłapać to nowe rzeczy, bądź "poznać" te, o których już nie pamiętał. My jednak mamy teoretycznie wybór. Ja jako 17- latek udający 25- letniego właściciela międzynarodowej firmy... nie, to nie dla mnie. Po raz kolejny- liceum. Automatycznie spojrzałem w lusterko mojego volvo, przekręcając kluczyk w stacyjce. Był to jedynie
odruch bo przecież usłyszałem myśli moich braci i sióstr, którzy czekali już na mnie, wydawałoby się, że zniecierpliwieni. Jednak dobrze wiedziałem, że nie o zniecierpliwienie tu chodzi. Ciemne, niemalże czarne, rozdrażnione oczy. Minął spory czas od ostatniego polowania, co najbardziej widać było po Jasperze. Alice trzymała go kurczowo za rękę, w ramach marnej próby uspokojenia chłopaka. Najkrócej z naszej rodziny trzymał się diety... wampirzej diety, polegającej na wstrzymywaniu się od picia ludzkiej krwi. Zwierzęca musi nam wystarczyć, to nasz wegetarianizm...
Nie musi nam w szczególności smakować, ważne, że zaspokoimy swój głód. Niestety byliśmy nieliczną grupką, która posuwała się do takiego traktowania ludzi. Traktowania nie jako przekąskę.
Rosalie chwyciła za rękę Emmetta, dla uspokojenia samej siebie. W takich momentach jak te, kiedy tylko nie myślała o sobie od razu przychodził jej na myśl głód, którego ogarniał każdego z nas. Skierowaliśmy się ludzkim tempem do pawilonu, w którym znajdowała się stołówka. Na przedzie blond piękność z osiłkiem, następnie Alice i Jasper. Ja za nimi. Gdy tylko znaleźliśmy się w środku szum głosów w mojej głowie od razu stał się nie do odparcia. Wszystkie myśli dzieciaków skierowane ku jednej dziewczynie. Nic co miałbym ochotę wysłuchiwać. Pozostało mi jedynie zignorować ich. Kiedy ludzi w pomieszczeniu znajdowało się stosunkowo niewiele, głosy cichły, logiczne, że łatwiej było nie myśleć mi co w głowie mają te, kruche ludzkie istoty.
Usiedliśmy przy naszym odludnym stoliku, jak zawsze z pełnymi tacami, których w rzeczywistości nigdy nie tknęliśmy.
Jak on się czuje, Edwardzie? Alice pełna troski spojrzała na Jaspera. Trzyma się, to silny chłopak, nie pierwszy i nie ostatni raz zatęskni za ludzką krwią, ale da radę. Każdy z nas wiedział jak jest mu ciężko. Zdecydowanie trudniej niż nam teraz, ale przeżywaliśmy to samo co on. Wiedziałem, że Jasper da radę, zawsze daje. Średnio raz na dwa tygodnie polujemy, a pod koniec jest nam na prawdę nie łatwo znieść wszystkie te zapachy... jednakże jesteśmy już przyzwyczajeni, poniekąd nie przeszkadza mi tyle ludzi.
Edward Cullen. Machinalnie odwróciłem głowę w stronę wypowiedzianego w myślach mojego imienia. Gdy tylko pozwoliłem sobie na wyszukanie osoby, w której usłyszałem własne imię, dopadły mnie obrazy innych uczniów, które od kilku dni starałem się ignorować. Znów owa Isabella Swan. Nowa uczennica pochodząca z Phoenix, córka komendanta Swan. Każdy chłopak marzył o niej od kiedy tylko dowiedział się o jej przybyciu. Nie ze względu na to kim jest, ale na to, że będzie kimś nowym. Dzisiejszego dnia od nikogo nie można było usłyszeć nic na inny temat jak Isabella. Bella. Tak prosiła by się do niej zwracano. Moje imię padło od strony stolika położonego o jakieś 10 metrów od naszego, To Jessica Stanley, niska dziewczyna o ciemnobrązowych lokach, której zaloty doprowadzały mnie do szału, dopóki nie znalazła sobie nowej ofiary- Mike'a Newtona. Daruj sobie, głupia dziewczyno, jesteś ich tylko nową zabawką. Nie jesteś ani odrobinę ładna, ani nie zachwycasz niczym konkretnym. Pełen niechęci spojrzałem na nią, dalej opowiadała swojej nowej koleżance historie dziwnych Cullenów. Spróbowałem wsłuchać się w myśli nowej aby dowiedzieć się, co pomyślała, o tej naszej... dziwnej rodzinie, którą Jessica koloryzowała, nieszczególnie na naszą korzyść...lecz ku mojemu zaskoczeniu nic nie usłyszałem. Zaintrygowany odwróciłem wzrok w jej stronę a nasze oczy spotkały się. Dziewczyna natychmiast spuściła wzrok, a jej policzki oblały się czerwonym rumieńcem.
- Ten z rudawymi włosami, to który?- To usłyszałem bardzo wyraźnie, lecz pierwszy raz czyjeś myśli stały się dla mnie istną zagadką. Jakim cudem, słyszę każdego w tej stołówce, a nie mogę usłyszeć myśli, tej drobnej, wątłej osóbce, o głębokich ciemnych oczach. Edward od razu wpadł Ci w oko, co? Naiwna. 
- To Edward. Wiem, wygląda zabójczo, ale nie zawracaj sobie nim głowy najwyraźniej żadna z miejscowych dziewczyn nie jest dla niego dostatecznie ładna.- Jej miły, choć rozżalony ton silnie kontrastował z wrednymi myślami i jadem jakim pluła w głowie na tą Bellę. Poczułem ucisk w żołądku. Jakim prawdę obdarowywała tę bladą dziewuszkę taką nienawiścią. Mój instynkt chronienia słabszych brał górę. Dziewczyna wyglądała na słabszą od innych, otulała się ramionami jak gdyby bała się, że zaraz ktoś do niej doskoczy obrzucając pełnią nienawiści.
- No chodź, Edward- Emmett wstał od stolika jak i reszta rodzeństwa- Co z tą nową? Co sobie pomyślała o wspaniałej rodzince?- szturchnął mnie w ramię, na co odpowiedziałem krótkim śmiechem. Nie chciałem zwierzać się z mojego problemu z odczytaniem czyiś myśli. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło.
Skierowałem się do sali biologicznej, gdzie miałem mieć następną lekcje, wyłapując co chwilę w myślach innych, to czego w ostatnich tygodniach miałem serdecznie dość. Nowiny o Belli. Usiadłszy w ławce jako jeden z pierwszych, który dotarł do sali, Od razu podsłuchałem monolog Mike, idącego do tej samej sali gdzie miałem lekcję. O co by ją zapytać, byle nie to samo co inni, muszę w jakiś sposób jej zaimponować. Erik już miał już swoją szansę, teraz moja kolej. 
Usiadł na swoim miejscu po czym serce zatłukło w jego piersi. Spojrzałem wpierw na niego a następnie na drzwi. Bella. Jej skóra tak blada, prawie jak moja, ale jej policzki lekko zaróżowione nas odróżniały. Irytująca cisza. Dlaczego nie słyszałem ani szmeru?!
Dziewczyna skierowała się w stronę biurka nauczyciela. Z całych sił próbowałem usłyszeć myśli... Zapach krwi uderzył w moje nozdrza, aż gdybym tylko mógł odczuć ból to bym go odczuł w tym momencie, zacisnąłem zęby i zacisnąłem ręce w pięści. Takiego zapachu nie czułem jeszcze nigdy. Na stołówce, stosunkowo dużej i dobrze wentylowanej, wśród innych zapachów, nie był na tyle wyczuwalny, lecz tu, gdzie ciepło dosłownie biło, a jej włosy zafalowały pod wpływem lekkiego wiatru wytworzonego przez niewielki wiatraczek na biurku Bannera... najsłodszy, najbardziej intensywny zapach jaki mogłem poczuć. Automatycznie spojrzałem z obrzydzeniem na te kruszynę. Jedna mała dziewczyna a sprawia tyle kłopotu pierwszego dnia w szkole. Może gdybym mógł czytać jej w myślach mniej rzucała by się tak w tłumie. Ale jej zapachu nic nie potrafiłoby zamaskować. Zerknęła na mnie, w jej oczach pojawił się strach, przyspieszyła, przy czym potknęła się i niezdarnie wsparła o blat stołu. Właścicielka zaśmiała się cicho, ale nie zaprzątałem sobie głowy tym, co pomyślała. Jej drobne ciało skuliło się jeszcze bardziej. Biedaczka nie miała wyjścia, musiała usiąść koło mnie, a ja... obrzydzenie sobą wzięło górę, odsunąłem się na sam brzeg stołu, aby miała dla siebie więcej swobody, liczyłem na to, że nie zauważyła mojej reakcji, ale nie mogłem wymazać jej przerażenia z własnych myśli. Wystraszona podeszła do mojego stołu i usiadła na samym brzegu. Z jednej strony czułem ulgę, że nie siedzi chociaż milimetr bliżej, a z drugiej poczułem jeszcze większy wstręt do siebie, źle odczytała moje intencje dlatego usiadła tak daleko.
Przed oczami miałem obraz siebie atakującego niewinną dziewczynę, której krew budziła we mnie takie pożądanie, tylko, że wtedy resztę osób z klasy również musiałbym zabić. Nie mogę tego zrobić. Nie mogę! Walczyłem sam ze sobą, zaciskając coraz silniej palce, gdyby tylko mogły popękałyby przy tak silnym ścisku. Carlise by mnie znienawidził za to. Carlise. Spojrzałem na Bellę. Chowała się za długimi, ciemnymi włosami, Bała się mnie. A kto by się nie bał. Nie! Nie mogę tego jej zrobić. Nie mogę zrobić tego Carlise'owi. Nie zasłużył na to. Przez ponad siedemdziesiąt lat pokazał mi jak można żyć, że nie trzeba być potworem. Ale czym innym jesteśmy?! Nie... on nie jest. Nie tego mnie nauczył, jak mogę mu to zrobić? Wypuściłem resztki tlenu z moich martwych płuc. Nie potrzebowałem go, chociaż nie było wygodne nieoddychanie. W dodatku trudniej udaje się ludzką istotę nie oddychając.
Wtedy mnie jakby olśniło. Nie musiałem zabijać jej teraz. Jeszcze nie. Nie tutaj. Przecież w końcu znajdzie się gdzieś bez świty natrętnych nowych znajomych, a wtedy? Przecież po to zostałem stworzony i zaciągnięcie jej gdzieś drobnym podstępem... To tylko jedna dziewczyna. Kim ona jest, żeby burzyć to co latami budowałem?! Gdy tylko zerknęła na mnie ukradkiem, od razu zalała się gorącym rumieńcem, po raz kolejny tego dnia, a to uderzyło we mnie jeszcze bardziej. Strach miała wypisany na twarzy.
30sek. do końca lekcji. Jej serce biło jak oszalałe, tłocząc gorącą krew, przez żyły tej drobnej istotki, która burzyła konstrukcje mojego życia. Czekałem zniecierpliwiony kiedy tylko zakończy się ta okropna lekcja... Dzwonek.
Zerwałem się szybciej niż powinienem. Nie przykułem raczej niczyjej uwagi za bardzo tym zachowaniem, ale Belli na pewno. Praktycznie uciekłem, jestem tchórzem. W pośpiechu szedłem na parking ledwie powstrzymując się przed nienaturalną szybkością, jaką bym chciał pokonać te kilkanaście metrów.
Edwardzie, poczekaj! Alice. Czy ona wie? Czy już zobaczyła w swojej wizji jak atakuje niewinną nową dziewczynę? Czy wie co dzieje się teraz w mojej głowie? Odwróciłem się raptownie.
- Co się dzieje?- Wyczytałem z jej myśli zamartwienie, ale nic więcej. Żadnego przerażenia tym co ma się stać. Jeszcze tego nie zobaczyła?
- Wytrącony z równowagi- zmusiłem się na, krótki, nieznaczny uśmiech, odpowiedziała mi tym samym, a więc... nie widziała tego. Nie zobaczyła jak Bella kona pod moimi ostrymi zębami. Odszedłem. usiadłem w volvo, nadal rozdrażniony, ale z nową myślą. Miałem teraz jakąś tam lekcję, ale wiedziałem, że nie będę nad sobą panować, ale Alice nic nie widziała. Czy jest możliwe, że dziewczyna przeżyje? Dało mi to w pewnym stopniu do myślenia, skoro nic nie powiedziała... musiało być to możliwe. Ale na pewno nie przebywając z nią w jednym pomieszczeniu, o nie. Nie, to nie możliwe. Jak tylko ją zobaczę rzucę się na nią i nie będzie już żadnego wyjścia, zginie każdy. Każdy świadek. Muszę uciekać. Nie wierzę, ja i uciekać. Ja? Edward Cullen, wampir czytający ludziom w myślach. Ten, który ma za zadanie wabić i zabijać. Ucieka przed wątłą nastolatką, która pojawiła się ni stąd ni zowąd, przez czysty przypadek w tym samym miejscu co ja. W tej samej szkole. W tej samej klasie. W tej samej ławce.
Nie mogłem pogodzić się z tym co się zadziało, a Alice jeszcze bardziej namieszała mi w głowie. Miałem plan! Zaciągnąć ją do lasu obok szkoły, lub zapolować na nią w nocy. A jednak, nie miała zginąć... więcej! Nie miałem jej wcale zaatakować.. o co chodzi? Impuls, który we mnie uderzył, myśl, że jej nie zabiję, dała mi siłę do działania. Wyszedłem z samochodu, zatrzaskując drzwiczki i szybkim krokiem zmierzając do sekretariatu szkolnego. Jeszcze kilka minut do końca lekcji.
- Dzień Dobry Pani Cope- zaświergotałem. O, Boże, ten chłopak... Westchnęła w myślach.
- Witaj Edwardzie, czy mogłabym Ci w czymś pomóc?- Zamrugała nerwowo. Musiałem ją zauroczyć bardziej niż robiłem to do tej pory. Oparłem się prawą ręką o jej biurko i spojrzałem głęboko w oczy. Ledwo się powstrzymałem, żeby nie przewrócić oczyma, widząc jak coraz bardziej jest poddenerwowana.
- Mam mały problem... Czy byłaby Pani w stanie zamienić mi lekcję biologii na jakąś inną?- Uśmiechnąłem się, niby to nieśmiało.
- T... Tak, poczekaj sprawdzę co da się zrobić- Zamienić biologię? Czy ten chłopak ma jakiś problem? Może powinnam porozmawiać z doktorem Cullenem. Nie, nie mam gdzie go przydzielić, klasy są pełne. Nie mogę robić żadnych wyjątków, to nie przejdzie z nauczicielami.- Przykro mi Edwardzie, ale inne klasy są zajęte.- Otworzyły się drzwi, ktoś wszedł do małego pomieszczenia, nie zwróciłem uwagi nawet się nie odwróciłem
- Chemiczna, fizyczna?- Zamarłem. Dodatkowa osoba, w pomieszczeniu, głucho...
- Niestety, przykro mi Edwordzie- ktoś wszedł znów, odłożywszy jakiś arkusz do koszyka, wymknęła się cicho, puszczając wolno za sobą drzwi. W tym samym momencie, podmuch wiatru wywołany nimi przygarnął w moje płuca tą zgubną woń... Zesztywniałem, napinając wszystkie swoje mięśnie. Odwróciłem się i nasze oczy się spojrzały. Znów ona... ta... Patrzyła na mnie z takim strachem, że znienawidziłem siebie jeszcze bardziej niż wcześniej.
- Trudno, widzę ze rzeczywiście nic nie da się zrobić.- Zwróciłem się do sekretarki na jednym oddechu.- Dziękuję za fatygę. Wbiłem wzrok przed siebie i walcząc ze sobą wyminąłem dziewczynę. Przez te kilka sekund przeleciało przez moją głowę milion myśli naraz. Zaatakować? Tylko biedna, ruda kobietka, która się nie uchroni, nie będzie świadków tylko ta jedna kobietka. Złapałem za klamkę i wyszedłem z trudem się powstrzymując. Moim tempem dotarłem do samochodu cały drżący. Żeby mnie nieumyślnie rozwścieczyć, Emmett bardzo głośno pomyślał, że chyba jestem rzeczywiście głody. Uśmiechał się szeroko dopóki nie spiorunowałem go wzrokiem.
- Dlaczego?- spytała przerażona Alice
- Przykro mi- Było mi przykro. Alice zobaczyła wizję, której opuszczam całą rodzinę.

Moja wersja "Oczami Edwarda"

Czyli właściwie co?
"Oczami Edwarda" to nie dokończona książka Stephanie Meyer licząca zalewnie 12 rozdziałów.
Ponieważ do sieci dostały się wycieki owej książki, autorka zaprzestała jej kontynuowania. W internecie oczywiście można znaleźć, przeczytać początki książki.
Jednakże to będzie moja wersja. Jak ja wyobrażałam sobie Edwarda w tych wszystkich chwilach.
Wpierać się będę tomami sagi "Zmierzch", ale poza tym, jest to moja czysta wyobraźnia.

Ps. Ponieważ jestem zwykłą dziewczyną, żadną pisarką, a z języka polskiego mam zaledwie czwórkę w  II klasie technikum, proszę o wyrozumiałość z każdym błędem. Jestem tylko człowiekiem. ;)

Pozdrawiam
SYON monster