niedziela, 12 czerwca 2016

Rozdział 5: Konkurencja

Uczyniłem jak mówiłem. Zostaliśmy w miasteczku, a ja trzymałem się od Belli z daleka. Nie. Inaczej... Zachowywałem się jakby w ogóle nie istniała, a przynajmniej tak okazywałem. Obserwowałem ją, ale poza tym nic. Pomagała mi tym, że nie pakowała się w żadne kłopoty, jak na razie. Mijały dni a ja wsłuchiwałem się w myśli innych. Dziewczyna dotrzymała słowa, nie powiedziała nic. Kompletnie. Utrzymywała moją wersję, stałem obok i w porę popchnąłem, a ja- mimo, że cieszyłem się, że mnie nie wydała- nie mogłem zrozumieć dlaczego to robi. Tak, poprosiłem ją chociaż sam nie dotrzymałem danej jej obietnicy, a mimo to nie tworzyła dla nas żadnego zagrożenia. Ja natomiast każdego dnia udowadniałem Alice, że się myli, że potrafię zmienić przyszłość. Pierwszy dzień był najgorszy, a przynajmniej tak myślałem, że będzie najgorszy. Tuż po lunchu, udałem się do sali biologicznej.
- Cześć Edward.- Przywitała mnie przyjaznym tonem co szczerze mnie zdziwiło. Nie była na mnie zła, ale dlaczego? Na pewno nie zapomniała przecież co jej obiecałem i nie dotrzymałem słowa, ale czyżby chciała mi pokazać, że nie chowa do mnie urazy? Miałem do niej tyle pytań, których nie mogłem pozwolić sobie jej zadać. Byłem pewien, że kiedy tylko na nią spojrzę cały mój plan zmienienia wizji Alice pójdzie na marne. Nieznacznie odwróciłem głowę w jej stronę, nie obdarzając ją spojrzeniem, skinąłem głową na znak, iż usłyszałem po czym powróciłem do poprzedniej pozycji. Więcej się już do mnie nie odezwała.
Mimo tego jak świetnie codziennie odgrywałem swoją rolę zwykłego nastolatka było mi niesamowicie ciężko. Unikałem jej, to prawda, jednak wszystko we mnie krzyczało by wykonać w jej stronę jakiś krok, ale wiem jak zniszczyłoby to dziewczynie przyszłe życie, i nie zamierzałem do tego dopuścić. Dlatego też, nie pozwalałem sobie przyjąć do wiadomości, że ją kocham. Nie, to nie jest miłość... zakochanie się jest proste, jest poddaniem się swoim emocjom i uczuciom, ja natomiast walczyłem z tym, robiłem wszystko aby się nie zakochać, odpierałem jednoznaczne wizje Alice, które mimo moich udolnych starań były nadal tak wyraźne, albo nawet jeszcze wyraźniejsze niż wcześniej. Najgorsza dla mnie była ciekawość, która zżerała mnie od środka, co ona myśli? Co czuje? Czy zastanawiała się dlaczego traktuję ją jak powietrze czy może zupełnie jej to nie przeszkadza? Nie wyglądała na osobę, która się tym przejmuje, sama zaś również nie próbowała się do mnie odzywać. Co bardzo podobało się Mike'owi Newton'owi. Zanim zauważył sytuację między mną a Bellą zachodził w głowę jak udowodnić jej iż jest ode mnie lepszy, jednak gdy tylko okazało się, że ja i Bella jesteśmy w dla siebie niewidzialni, stawał się coraz odważniejszy i pewniejszy. Przed każdą lekcją biologii siadał na brzegu ławki, plotkując z nią o mało znaczących sprawach. Sam nigdy nie dostrzegł w Belli nic innego jak to, że jest ładna i -jak mu się wydawało- zainteresowana nim. Wmawiałem sam sobie, że to zwykła uprzejmość z jej strony, bo ona taka właśnie była. Uprzejma, miła, kulturalna. Widziałem znużenie, które ją ogarniało gdy opowiadał historyjki, które wcale jej nie imponowały ani interesowały. Nie zauważał radości Belli, kiedy sam narzekał na brak śniegu, nie widział wielu aspektów, które ja potrafiłem dostrzec tylko po ich rozmowach. Śledziłem myśli każdego znajomego, z którym Bella miała w danym momencie do czynienia, ale nigdy nie wyciągałem więcej wniosków niż po rozmowach z Newton'em, co irytowało mnie jeszcze bardziej. Nie mogłem pogodzić się z faktem, że to dzięki niemu dowiaduję się więcej o dziewczynie, więc moje relacje z nim były nadal tak chłodne jak przedtem. Jego rozmyślania o Belli były na tyle wulgarne, że zdarzało mi się obdarzyć chłopaka spojrzeniem pełnym obrzydzenia, ale  bywał zbyt zajęty zdobywaniem dziewczyny by mógł to zauważyć. Właśnie. Zdobywaniem jakby była nagrodą, albo zabawką. Jego podejście doprowadzało mnie do furii, chociaż powinno mnie cieszyć, że to ja a nie on dostrzega w niej te wszystkie cechy, które zdołałem wyłapać podczas ich rozmów, ale na co mi to, skoro to nie ja mogę to wykorzystać aby mieć nad nim przewagę... Hmm, sposób w jaki myślałem o Newtonie nasuwał tylko jedno spostrzeżenie. Wewnętrznie z nim rywalizowałem. Kalkulowałem jak bardzo nie zasłużył na Belle w przeciwieństwie do mnie, gdybym.. Gdybym tylko nie był potworem. Dlatego Mike Newton miał nade mną tę jedną przewagę, jego ludzkość. W głębi martwego serca wiedziałem, że nie to Bella powinna otrzymać od swojego przyszłego chłopaka, sama nie zachowywała się jak typowy nastolatek, jednak tak właśnie było, była człowiekiem. Była ludzką nastolatką, na którą ja nie zasługiwałem tak samo jak Mike. Jedyną rzeczą, która powstrzymywała mnie ostatecznie od złamania danej sobie obietnicy była Alice, w której umyśle wyłapywałem kiedy to Bella na mnie spogląda, ale tylko na ułamek sekundy. Zdarzyło jej się kilka razy przyjrzeć mi z daleka, ale nic więcej. Gdybym nie wiedział o tym nie istotnym spojrzeniu w moją stronę, przysięgam, że bym oszalał. Jej obojętność i ignorowanie mnie dorównywało mojej obojętności i ignorowaniu jej. Nie odzywała się do mnie, nie robiła w moją stronę żadnych gestów, a nawet otwarcie na mnie nie patrzyła, zawsze zza kurtyny włosów lub z drugiego końca stołówki. Nie mogąc czytać jej w myślach było mi sto razy trudniej utrzymać nas w takich relacjach jak dotychczas. O czym teraz rozmyśla? - pytanie, które zadawałem sobie kilkanaście razy w ciągu dnia. To było gorsze nawet od palącego gardło i wnętrzności zapachu jej krwi. Gdy tylko pojawiała się zbyt blisko, wstrzymywanie oddechu było normą. Kolejną rzeczą, od której się powstrzymywałem były nocne podróże do pokoju dziewczyny. Wiedziałem, że nawet na taki gest, którego Bella nie jest świadoma, nie mogę się zdobyć, zaburzyłoby to całą konstrukcję. Nie. Nie mogłem sobie pozwolić na to, przez co noc stawała się dla mnie jeszcze dłuższa niż dzień w szkole. Najszybciej natomiast mijały mi lekcje biologii, na których mogłem wsłuchiwać się w jej bicie serca i umiarkowany oddech.
Pierwsza środa marca miała okazać się ogromnym sprawdzianem i zorientowałem się już w drodze na pierwszą lekcję.
- Mike! Hej, co u ciebie?- Jessica Stanley zatrzymała mojego potencjalnego rywala przed wejściem do pawilonu. Nie zwróciłbym na to uwagi gdyby nie nagłe poddenerwowanie Mike, które w pierwszym momencie zignorowałem, ale po chwili ich rozmowy do mnie dotarło.
- Wiesz Jessico- zaczął, nie patrząc jej w oczy- To bardzo miłe z twojej strony.- Bądź kulturalny, zrozumie to... Do balu zostało jeszcze trochę czasu, Bella jest nadal wolna, może chce zaczekać jeszcze kilka dni. Chłopak bił się z myślami.- Jednak myślę, że musisz dać mi trochę czasu, wiesz. Nie zrozum mnie źle to bardzo miłe z twojej strony. Dam ci odpowiedź najszybciej jak umiem.
- Och.- Żałujesz, że to nie Bella cię zaprosiła, co...- Jasne, nie ma sprawy. Rozumiem.- Dziewczyna odwróciła się na pięcie i zacisnęła oczy. Zrobiło mi się jej nawet szkoda. Żywiła pewne uczucia do Mike już od dłuższego czasu i poniekąd ją rozumiałem, ale czułem, że moje współczucie bardziej było spowodowane i tak już silną niechęcią do Mike, a teraz była jeszcze większa. Uczucie współczucia szybko minęło, gdy wyzywała Bellę w myślach, domyślając się powodu odrzucenia przez Mike'a. Powinienem był ją zapytać, czy ze mną pójdzie. A może powinienem zaczekać aż sama to zrobi? Ale muszę dać jeszcze odpowiedź Jessice, ugh! To wszystko komplikuje! Słyszałem jak walczył z sobą całą drogę z stołówki na biologię.
Usiadłszy jak zawsze pierwszy wyczekiwałem dziś Mike i Belli z jeszcze większym napięciem niż zwykle. Mike nie mógł zebrać myśli, nie wiedział czy zaprosić Bellę czy poczekać na jej ruch, co oczywiście wolał, a w razie czego mógłby powiedzieć Jessice, że Bella zaprosiła go wcześniej, co oczywiście byłby kłamstwem. Wstrzymałem oddech a dziewczyna usiadła obok mnie.
- Wiesz, Jessica zaprosiła mnie na tę imprezę za dwa tygodnie.- Zaczął, nie patrząc Belli w oczy. Przedłużał moment, w którym sam miał wykonać jakiś ruch, czekając z nadzieją, iż Bella zrobi zawiedzioną minę bądź posmutnieje ukazując, że również miała takie zamiary, ale nic z tych rzeczy się nie wydarzyło,
- Świetnie!- Odpowiedziała Bella pełna entuzjazmu.- Na pewno będziecie się dobrze bawić.- W przeciwieństwie do Mike'a miałem ochotę roześmiać się i spojrzeć na niego z triumfem, czego oczywiście nie mogłem zrobić, chociaż nieznaczny uśmiech wykrzywił moje blade wargi. Chłopak nie wiedział, co powinien odpowiedzieć.
- Widzisz, poprosiłem ją o trochę czasu do namysłu.- Chłopak zawahał się.
- A to dlaczego?- Zapytała z dezaprobatą w głosie, ale odetchnęła jednocześnie z ulgą, czego nie bardzo rozumiałem. Cieszyła się? Czyżby jednak zgodziła się z nim pójść? Oczekiwała tego? Co to miało wszystko znaczyć? Czy odpowie "tak" na jego pytanie? Ścisk w żołądku i żal jaki mnie przepełnił był nie do opisania. Ból.
Nie musi odpowiedzieć jemu teraz, albo komukolwiek. Ale w końcu to się stanie. Nie należy do mnie, nie jestem w stanie chronić jej całe życie, w końcu się w kimś zakocha a ja będę zmuszony przestać ingerować w jej życie. Przestać? A czy jeszcze nie przestałem? Nie do końca. Zdałem sobie sprawę, że miałem iskierkę nadziei, ale sam nie rozumiem, na co. Przepełniał mnie gniew i desperacja, miałem ochotę rzucić się na Mike'a i dać upust całej mojej złości, wyżyć się na nim z całych sił.
- Myślałem, że może...no wiesz, może... może ty chciałaś...- Czerwień oblała mu twarz, a ja wewnętrznie drżałem, nie mogłem opanować owego gniewu, nie zdając sobie sprawy, że przechyliłem głowę w ich stronę.
- Mike, sądzę, że powinieneś przyjąć zaproszenie.
- Już z kimś idziesz?- Teraz on poczuł ten sam gniew co ja. Nie mógł znieść, że ktoś miałby okazać się lepszy od niego. Właśnie. Lepszy, a nie bardziej odpowiedni, to czysta ignorancja i zapatrzenie w siebie. Starałem się usprawiedliwić te głupie uczucie, które było tak identyczne do tego ludzkiego. Ale on nie czuł bólu tego co ja. Ktoś miałbyś odpowiedniejszy dla Belli, a nie lepszy ode mnie to... czy to się ze sobą pokrywało? Czy to jest własnie to samo ludzkie uczucie? Wyczekiwałem z napięciem na odpowiedź na równi z chłopakiem. Spojrzał na mnie podejrzliwie. Czuł we mnie swojego konkurenta, zagrożenie.
- Nie, skąd. Nawet się nie wybieram.- Poczułem ulgę, ale po co? Nie Mike, nie teraz, nie bal. Ale kiedyś? Na studiach? W pracy? Kiedykolwiek w przyszłości znajdzie się ktoś kogo pokocha jak ja...
Czułem jak wizje Alice wirowały między nią  a mną.
- Czemu nie?- Mike zadał pytanie, które mnie również cisnęło się na usta.
Bella skrzywiła się, czego chłopak nawet nie zauważył. Zwróciła uwagę na to, iż przysłuchuję się ich rozmowie, ale nie miało to teraz znaczenia, póki nie znam odpowiedzi.
- Jadę w ten dzień do Seattle, już od dawna chciałam się stąd wyrwać, a teraz zyskałam dobry pretekst.- Wyjaśniła szybko.
- Nie możesz pojechać kiedy indziej?- Mike nalegał natarczywie, co zirytowało mnie jeszcze bardziej.
- Niestety nie. Nie trzymaj Jess dłużej w niepewności. Tak nie wypada.- A więc o to chodziło? Wiedziała, że jej przyjaciółka chciała wybrać się z Mike'em na ten bal i dlatego się nie zgodziła, chociaż w rzeczywistości chętnie by z nim poszła? Przecież postępowała jak należy, nie odbiłaby jej chłopaka, więc sama z niego zrezygnowała. Czy rzeczywiście musiała jechać do Seattle i nie mogła przyjąć zaproszenia.
- Tak, masz rację.- Odpowiedział wyraźnie przybity i odszedł na swoje miejsce. Pierwszy raz od ponad miesiąca spojrzałem na Bellę, to było jak... poczułem nagłą chęć złapania jej twarzy w obie dłonie i wypowiedzenia wszystkiego co mnie dręczyło, móc podzielić się z nią tym wszystkim, zobaczyć jej duże czekoladowe oczy jak wpatrują się prosto w moje. Jedynie niestety co mogłem zrobić to obserwować jej reakcję. Miała zaciśnięte powieki. Była taka fascynująca i urocza. Palce przytknęła do skroni, a minę miała skupioną. Głowę skierowaną w dół. Co teraz robi? Na czym się skupia? Czy współczuje Mike'owi i to dlatego? Przez głowę przeszła mi dość przerażająca myśl, co jeśli postanowi jednak przyjąć jego zaproszenie, nie pojedzie do Seattle? Nie, nie sądzę.
Pan Banner wszedł do sali a Bella została zmuszona aby się na nim skoncentrować, Westchnęła cicho i otworzyła oczy. Rzuciła mi szybkie spojrzenie w moją stronę i wydawała się być zaskoczona z jaką intensywnością się w nią wpatruję. Cóż w tym dziwnego? Po miesiącu zupełnego ignorowania jej naglę patrzę się na nią nachalnie i nie miałby to wzbudzić w niej żadnych podejrzeń? Znów nie zrobiła tego czego się spodziewałem- nie odwróciła ode mnie wzroku. Ja natomiast starałem się wyczytać z jej oczu co może w tym momencie czuć czy myśleć.
- Cullen?- Oderwałem niechętnie wzrok od dziewczyny.
- Cykl Krebsa- odpowiedziałem zniecierpliwiony. Spojrzałem z powrotem na Bellę, jednak zdążyła się odwrócić ode mnie zaglądając do podręcznika. Zgarnęła włosy na prawe ramię nerwowo bawiąc się kosmykami. Nie spojrzała na mnie do końca lekcji a ja nie potrafiłem pojąć dlaczego. o czym mogła teraz myśleć, kiedy tak na nią patrzyłem, czy ją zdenerwowałem tym? Czy może nie chce mieć ze mną nic do czynienia, czemu bym się wcale nie zdziwił. Lekcja upływała szybciej niż bym tego sobie życzył. Alice miała rację, nie jestem w stanie dać Belli spokój, ale nie mogłem nic innego zrobić. Trzymanie się od niej z daleka było udręką większą niż cokolwiek innego, a zniszczenie jej życia łącząc go z moim było jeszcze gorsze.
Dzwonek zadzwonił, Bella wstała odwrócona do mnie plecami nie spojrzawszy na mnie ani razu. Było mi przykro, ale jakiej reakcji mogłem się spodziewać?
- Bello?- Zapytałem łagodnym tonem. Moja wstrzemięźliwość się poddała razem ze mną. Odwróciła się powoli i niechętnie. Miała się na baczności. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji poza nieufnością. Patrzyłem prosto w jej oczy starając się wyczytać cokolwiek, tak samo jak pół godziny temu kiedy skończyła rozmawiać z Mike'em.
- Co? Nagle chce ci się ze mną gadać?- Zapytała ze złością. Była rozgoryczona i rozdrażniona. Drażnię ją? Takie wzbudzam w niej emocje? Czy chcę z nią gadać? Nie chcę, nie powinienem, jeżeli mój plan nie ma zostać do końca unicestwiony , źle postępowałem pozwalając sobie znów na rozmowy z Bellą, nie zdawała sobie sprawy, że jej tym zagrażam.
- Nie, nie za bardzo.- Odpowiedziałem, wiec. Czekałem na odpowiedź. Zacisnęła szczęki i powieki, zdawałoby się, że ze złości zacznie jej dymić z uszu. Działałem jej na nerwy. Czułem się paskudnie pozwalając sobie na taką arogancję, chociaż wcale nie chciałem tak brzmieć. Nie powinienem się do niej odzywać i ukazywać mojej słabości.
- No to o co ci chodzi?- Chciała wiedzieć, praktycznie warknęła na mnie. Nadal nie otworzyła oczu. Kontrolowała każdy swój oddech, pozorowała spokój aby nie wybuchnąć. Nie była to normalna, ludzka droga komunikacji czym zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Przechyliłem głowę na bok przyglądając jej się uważnie. Miała rację, o co mi chodziło?
- Wybacz mi.- Odpowiedziałem szczerze. Czułem wstręt do siebie za to jaki jestem przy niej słaby, jak nie umiem powstrzymać się od rozmowy z nią i widoku jej twarzy, dużych ciemnych oczu, rumieńców na policzkach i okalających jej bladą, gładką cerę ciemnych włosów. I to jak za każdym razem mnie zaskakiwała swoimi reakcjami.- Wiem, że moje zachowanie jest karygodne- nie umiałem lepiej wyrazić co myślę a jednocześnie starałem się ją ostrzec przed samym sobą.- Ale uwierz, to najlepsze rozwiązanie.- Otworzyła oczy, w końcu na mnie spoglądając. Nie dowierzała temu co usłyszała. Spojrzała na mnie rezolutnie, wyczuła poważny ton mojego głosu.
- Nie rozumiem. O co ci chodzi?- Zachowała spokój.
- Lepiej będzie- zacząłem ostrożnie- jeśli nie będziemy utrzymywać ze sobą bliższych kontaktów- wyjaśniłem najlepiej jak potrafiłem, starając się jednocześnie być bardzo uprzejmy, więc dodałem- Zaufaj mi.- Na prawdę zależało mi aby mi zaufała. Tylko jakie miała do tego podstawy skoro już raz zawiodłem jej zaufanie? Nie mogłem sobie wybaczyć, że własnie ona, osoba najbardziej godna zaufania zawiodła się na mnie.
- Szkoda tylko, że dopiero teraz na to wpadłeś.- Odpowiedziała cierpko. Zaskoczyła mnie, nigdy nie słyszałem od niej aby tak do kogoś się odezwała. Na prawdę ją doprowadziłem do tego? I czego miałbym niby żałować?
 - Co takiego? Czego żałować?
- Że cię poniosło i wypchnąłeś mnie spod kół samochodu.
Wybałuszyłem na nią oczy, co takiego?! Jak mogła twierdzić, że tego żałuję, co ona sobie myśli?! czy domyśla się jakie katusze przechodzę codziennie starając się nie zwracać na nią uwagi a jedyna słuszna rzecz jaka nastąpiła od naszego poznania się było własnie uratowanie jej życia! To była jedyna dobra decyzja na jaką było mnie stać w stosunku do niej a ona ma zdanie, że akurat tego żałuję? Jeszcze bardziej niż wcześniej zapragnąłem poznać jej myśli. To jakaś prowokacja, czy na prawdę ma o mnie takie zdanie.
- Myślisz, że żałuję, iż uratowałem ci życie?
- Ba, jestem o tym przekonana.- Źle mnie oceniała. Patrzyła na to w taki sposób jakiego zupełnie się nie spodziewałem. Zagotowało się we mnie.
- Wydajesz osąd w sprawie, o której nie masz najmniejszego pojęcia.- Wycedziłem ostrym tonem.
Spojrzała na mnie rozeźlona po czym odwróciła się na pięcie i gwałtownie ruszyła w stronę drzwi, unosząc wysoko brodę niczym godnie wycofująca się z dramatycznej sytuacji. Oczywiście nieostrożność jej nie służyła, bo potknęła się w progu, a książki rozsypały się po podłodze. Nie spojrzała na nie tylko stała sztywno w drzwiach, zastanawiając się czy nie iść dalej i nie zostawić tutaj wszystkiego. Powstrzymałem się z z trudem od śmiechu i postanowiłem pomóc jej pozbierać rzeczy, skoro sama nie ma zamiaru tego zrobić.
- Dziękuję.- Odparła oschle.
- Nie ma za co.- Odpowiedziałem tym samym tonem.

Wszedłszy do sali, w której mieliśmy hiszpański pierwsze co usłyszałem to wyraźne zdumienie Emmetta. Wow, dzieciaku! Wyglądasz na mniej wkurzonego niż zazwyczaj, a to nowość! Zignorowałem jego myśli, siadając obok w ławce i zająłem się zastanawianiem nad całą sytuacją. Poległem w moim planie po miesiącu walki i nie będę umiał jej wznowić, wiec czy się poddać? Jaki sposób inny może być na zmienienie wizji Alice? Nie opuszczę rodziny a i Belli samej nie zostawię. Nie zabiję jej, nie zmienię jej a utrzymywanie z nią kontaktu... hm? Dla niej samej to bardzo niebezpieczne, a mnie będzie zadawało ogromny ból, nie wolno mi ryzykować.
Pod koniec lekcji było jednak gorzej. Moi potencjalni rywale dowiedzieli się już o porażce Mike'a i nie dawali sobie czasu na zastanowienia i wahania. Erica zobaczyłem tuż po wyjściu z budynku, opierającego się o furgonetkę dziewczyny. Był nie mniej spięty niż Mike.
- Dacie mi chwile czasu?- Pokierowałem Emmetta spoglądając na niego porozumiewawczo.
Przyspieszyłem kroku, wciąż mogłem obserwować Bellę, a jednocześnie nie wypaść podejrzanie.
Ujrzawszy chłopaka przystanęła na moment, spinając wszystkie mięśnie, jednak zauważywszy kto stoi przy samochodzie, rozluźniła się i odetchnęła z ulgą. Czyżby ucieszyła się, że to on? Teraz to ja się napiąłem, stałem się niespokojny co do jej reakcji.
- Cześć.- Przywitała go wesoło. Nie spodobało mi się to.
- Cześć, Bella.- Odpowiedział nerwowo, z czego Bella nie zdawała sobie najwyraźniej sprawy.
- Jak tam lekcje?- Zapytała, nie patrząc na jego przerażoną minę, wsadzając kluczyki do stacyjki.
- Zastanawiałem się, czy, no, czy nie poszłabyś ze mną na ten bal na powitanie wiosny. - wydukał nie patrząc jej w twarz, nie widziałem jej miny, więc jaka teraz była? Zaskoczona, uradowana? Wyprostowała się w zdumieniu, to na pewno.
- Myślałam, że to dziewczyny wybierają.- Tak, zdecydowanie była zaskoczona.
- No, właściwie to tak.- Chłopakowi załamał się głos i oblał się rumieńcem po sam czubek pryszczatego nosa. Bella opowiedziała mu łagodnym tonem:
- To bardzo miło z twojej strony, ale akurat w tę sobotę jadę do Seattle.
Jej ton był tak grzeczny i spokojny, że uśmiechnąłem się sam do siebie. Z jednej strony z podziwu jak kulturalnie potrafiła odmówić, nie sprawiając komuś większej przykrości, a z drugiej z zadowolenia, że jednak nie przyjęła jego zaproszenia.
- Ach. Może innym razem.- Odpowiedział zasmucony.
- Tak, innym razem.- Wciągnęła powietrze przez zaciśnięte zęby, jej mina wyglądała na taką co po strzeleniu gafy. Czyżby żałowała, że dała Ericowi pewnego rodzaju szansę? Na to wyglądało. W tym samym czasie mijałem jej furgonetkę, nie potrafiąc powstrzymać się od zaśmiania. Patrzyłem wprost przed siebie zacisnąwszy wargi aby powstrzymać śmiech. Bella jak zawsze spłonęła rumieńcem i było widać, że dobrze wiedziała, że wszystko słyszałem, nie była z tego powodu zadowolona. Była zdecydowanie sfrustrowana całą sytuacją. Niestety miała dzisiejszego dnia znieść jeszcze jednego adoratora. Tyler zauważył ją jak gwałtownie wycofała samochód. Chociaż było to z mojej strony bardzo nie kulturalne, nie mogłem się powstrzymać.Opuściłem parking tuż przed nią i zatrzymałem się na środku przejazdu. Zgasiłem silnik jakoby to czekam na rodzeństwo, tak aby sama nie mogła wyjechać. Musiałem dowiedzieć się jeszcze co ma zamiar odpowiedzieć i jemu. Może to na jego zaproszenie czekała cały dzień? Jest dużo pewniejszy siebie niż dwaj pozostali, może jej to zaimponuje? Miałem nadzieję, że nie, ale skąd miałem znać jej upodobania. Nie wyglądała na osobę szukającą partnera a już na pewno nie takiego jak Crowley- takie miałem przypuszczenia- jednak niczego co do niej nie mogłem być pewny. Spojrzałem w boczne lusterko. Moje zachowanie nie spodobało się Belli, wyglądała jakby się nad czymś zastanawiała wpatrując się w tył mojego samochodu. Za nią stworzyła się już nie mała kolejka. Pierwszy stał Tyler, który pomachał do niej przyjaźnie, czego Bella nie zauważyła. A może nie chciała zauważyć? Dzięki Bogu, stanęła w korku! Przeszło przez myśl chłopaka. Zrezygnował z czekania na reakcję Belli, więc wyszedł z samochodu i podszedł do furgonetki stukając w szybę. Dziewczyna drgnęła zaskoczona. Opuściła szybę z niemałym wysiłkiem do połowy. Po jej wyrazie twarzy widziałem, że była już nieźle wkurzona.
- Przepraszam. To Cullen mnie blokuje.- Powiedziała chłodno, nadal była na mnie wściekła, jednak chłopak nie zauważył jej oschłego tonu, w ogóle nie chodziło mu przecież o brak przejazdu.
- Ach to.- Zaczął wesoło.- Wiem, jasne. Chciałem cię tylko o coś zapytać przy okazji.- Uśmiechnął się szeroko. Bella zrobiła minę jakby błagała w duchu aby nie chodziło o to o czym myśli.- Zaprosiłabyś mnie na ten bal wiosenny?
- Jadę na cały dzień do Seattle.- Nie miała już cierpliwości i nerwów na dyplomację. Spodobało mi się to. Uśmiechnąłem się do siebie zadowolony.
- No tak, Mike coś wspominał, miałem nadzieję, że to tylko taka gadka, żeby go spławić.- Odpowiedział, zupełnie nie przejmując się porażką. To był błąd, Bella zazgrzytała zębami.
- Przykro mi, ale naprawdę tego dnia nie będzie mnie w Forks.- Nie wydawało mi się, żeby rzeczywiście było jej przykro.
- Nie ma sprawy. Przed nami jeszcze bal absolwentów.- Odwrócił się i odszedł do auta. Belli opadła szczęka, była w głębokim szoku. Jej reakcja była bezcenna a dodatkowo, dowiedziałem się, że żadnego z jej trzech adoratorów nie ma na oku. A przynajmniej byłem tego bardziej pewien.
Moje rodzeństwo zdążyło nadejść w tym czasie, a ja śmiałem się głośno sam do siebie. Nie mogli pojąć mojego dziwnego zachowania. Ale nie komentowali go głośno. Bella zauważyła to jak trzęsę się ze śmiechu i zrezygnowała całkowicie z dobrych manier. Dodała gazu, chcąc najprawdopodobniej roztrzaskać tyły mojego auta, jednak w tym samym czasie i ja docisnąłem pedał gazu.
Dotarliśmy do domu w ogólnym milczeniu, tylko Alice na sam koniec zapytała w myślach. Edwardzie? Zostaniesz chwilę?
Spojrzałem w stronę siostry i skinąłem głową. Kiedy reszta rodzeństwa opuściła samochód, Alice zaczęła nieśmiało.
-I co? Miałam rację, prawda?- Spojrzałem na nią podejrzliwie.
- Jeszcze nie.
- Och, proszę cię!
- Alice... do czego zmierzasz?- Zapytałem zniecierpliwiony.
- Czy mogłabym może...
- NIE.- przerwałem.
- Ale...
- Nie, Alice.- Zakończyłem krótko. Fuknęła na mnie i oddaliła się w stronę domu.
Ja natomiast znów podjąłem złą decyzję, kierowaną moim egoizmem i ciekawością.
Wcześniej jednak wyruszyłem na polowanie, nic nadzwyczajnego, wolałem jednak upewnić się, że nic mnie nie zaskoczy. Jakby z Bellą to było możliwe! Chwilę po tym wylądowałem na parapecie jej okna. Spała jak zabita. Od tego czasu odwiedzanie jej nocą stało się moim małym rytuałem.

Moje rodzeństwo zdążyło zrozumieć, że dziś nie będę tym, który odwiezie ich do szkoły. Zauważyli moje dziwne zachowanie tak samo jak Carlise i Esme. Przybrana matka cieszyła się z niego najbardziej, to jest nie uważała, że to normalne, ale zdecydowanie lepsze od złości i ogólnego unikania kontaktów z rodziną, czym kimkolwiek. Wieczna złość i rozdrażnienie dały im się we znaki, jednak teraz Esme była pełna nadziei, z czego nie powinienem był się cieszyć. Kilka minut po reszcie i ja dotarłem na szkolny parking. Odczekałem chwilę na niemiłosiernie hałasującą furgonetkę Belli, na której dźwięk oddech mi przyspieszył, a moje serce gdyby biło, to zdecydowanie by silniej uderzyło. Bella wpierw rozejrzała się w poszukiwaniu- tak wywnioskowałem- mojego volvo, przyjrzała mu się dokładnie, a następnie zaparkowała swój wóz na drugim końcu parkingu. Domyśliłem się, że nie chce mieć ze mną do czynienia i nadal jest na mnie wściekła za wczorajszą rozmowę oraz blokowanie parkingu, jednak nie miało to dla mnie większego znaczenia.Ustalałem w głowie plan pod jakim pretekstem do niej podejść ale sama mi to ułatwiła. Wysiadając z auta upuściła kluczyki wprost w kałużę. Schyliła się po nie, ale byłem szybszy. Kiedy zorientowała się co mignęło jej przed twarzą, wyprostowała się zaskoczona stając na baczność. Jej mina z zamyślonej zmieniła się w zdezorientowanie.
- Jak to, u licha zrobiłeś?- Zapytała z niedowierzaniem. Upuściłem kluczyki na jej wyciągniętą dłoń.
- Co takiego?
- Zmaterializowałeś się czy co? Przed sekundą cię tu jeszcze nie było.- Oskarżyła mnie. Była nader spostrzegawcza. Zauważała rzeczy, na które nikt inny by nie zwrócił uwagi. Ba! Nikt inny na prawdę nie zwrócił na to uwagi. 
- Bello- Wypowiadając jej imię przeszły mnie ciarki, miałem ochotę przejechać wierzchem dłoni po jej zaróżowionym policzku- to doprawdy nie moja wina, że jesteś nadzwyczaj mało spostrzegawcza.- Zaśmiałem się z tego stwierdzenia. Bella natomiast spojrzała mi prosto w oczy, a jej serce zaczęło bić silniej. Złość? Irytacja? Strach? Wbiła wzrok w ziemię.
- A może wyjaśniłbyś mi, po co wczoraj blokowałeś wyjazd z parkingu? Myślałam, że masz zamiar udawać, że nie istnieję, a nie doprowadzać mnie do szału.
Postanowiłem być szczery z dziewczyną.
- Nie chodziło o ciebie, tylko o Tylera.- zaśmiałem się.- Mam dobre serce. I chłopaczyna mądrze skorzystał z okazji.- Miałem jej wyraz twarzy przed oczyma. Zszokowana z rozdziabioną buzią. 
- Ty...- Sapnęła z wściekłości. Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu i spojrzałem na nią czule.
- Nie udaję też, że nie istniejesz- dodałem, przypomniawszy sobie drugą część jej wypowiedzi. Już nie. Dodałem w myślach, chociaż to było błędne stwierdzenie. Nigdy nie potrafiłem ignorować Belli. Miałem zamiar przestać się temu opierać, przyjąłem to do wiadomości. Teraz tylko nauczyć się żyć z tym faktem. 
- A więc masz zamiar doprowadzać mnie do szału, tak? Aż w końcu szlag mnie trafi? No cóż jakoś trzeba się mnie pozbyć, skoro vanowi Tylera się nie udało.
Nie wierzę w tę dziewczynę... Jak nieprawdopodobny jest jej tok myślenia? Na prawdę mogła wierzyć w to, że chcę tego? Staram utrzymać ją przy życiu, chcę ją chronić, a ona... Byłem wściekły. Zacisnąłem wargi, żeby nie powiedzieć czegoś nie odpowiedniego, czego na pewno bym żałował.

- Twoje przypuszczenia są absurdalne.
Zaszła w niej drobna zmiana. Poczerwieniała, ale nie zarumieniła. Wyglądało na to, że jest wkurzona równie mocno co ja. Oczy jej świeciły, odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę szkoły. Zrobiło mi się przykro z powodu mojego wybuchu.
- Czekaj!- Oczywiście nie zatrzymała się, można się było tego spodziewać. Podbiegłem do niej.
- Przepraszam, zachowałem się niegrzecznie. Nie mówię, że odwołuję to co powiedziałem- Nadal jej przypuszczenia były niedorzeczne.- Nie mniej, było to niegrzeczne.
Zmierzyła mnie z góry na dół.

- Dlaczego się ode mnie nie odczepisz?- Rzuciła opryskliwym tonem.- Chciałem, na prawdę próbowałem. Sam codziennie zadawałem sobie to pytanie, dlaczego nie dam ci spokoju? Nie wiem.
- Chciałem cię o coś spytać, ale nie dałaś mi dojść do głosu- Odpowiedziałem lekkim tonem, jak gdyby bawiła mnie ta sytuacja, a nie... stresowała? 
- Masz rozdwojenie jaźni?- Spojrzała na mnie podejrzliwie. Nie dziwię jej się, że tak twierdzi.
- Widzisz, znowu zaczynasz.
Wzięła głęboki oddech i zrezygnowała z dalszej dyskusji. 
- Dobra, o co chciałeś zapytać? 
- W następną sobotę jest ten bal wiosenny...
Stanęła jak wryta. Spojrzała na mnie z przerażeniem, znów zrobiła się purpurowa na twarzy. Jej mina mówiła wszystko, miałem wrażenie, że rzuci się do bicia. Spojrzała mi prosto w oczy, a mnie przeszedł dreszcz, kiedy te brązowe oczy wpatrywały się we mnie. Krople deszczu ściekały jej po brodzie.
- Myślisz, że jesteś dowcipny?- Zadrżał jej głos. Jej mina była tak zabawna, że z trudem powstrzymywałem śmiech.
- Pozwolisz, że skończę?- Nie przestałem się uśmiechać. Spróbowała opanować swoją złość, zaplotła ręce na piersi, a szczęki zacisnęła. Wyglądała jak wściekły kociak. Przez moment zapomniałem co miałem jej do powiedzenia.
- Słyszałem, że zamiast na bal wybierasz się tego dnia do Seattle. Może miałabyś ochotę załapać się na darmowy transport?- Dziewczyna zrobiła zdezorientowaną minę. Wydawałoby się, że nie pojęła tego co jej zaproponowałem. 
- Co?
- Chciałabyś załapać się na darmowy transport?- Powtórzyłem wolniej. Czy 
- A kto jedzie do Seattle? 
- Ja, a któż by inny?- Spojrzałem na nią niepewnie. Jej źrenice rozszerzyły się.
- Skąd taki gest?
Trudno jej było pojąć dlaczego chcę jechać tam z nią... cóż. Chciałem z nią spędzić czas a dodatkowo mieć ją na oku, Seattle to duże miasto a Bella co chwilę pakuje się w jakieś niebezpieczeństwa. Dodatkowo gryzła mnie inna rzecz. To dzień, który chcieli z nią spędzić inni chłopcy. Odmówiła trzem adoratorom, czy odmówi również i mnie? Moje spostrzeżenie było dla mnie zaskoczeniem. Dlaczego się przyrównywałem do innych śmiertelnych chłopców? Czy gdyby i oni zaproponowaliby, że pojadą z nią, zgodziłaby się?
Postawiłem na bycie złośliwym. Było mi wtedy łatwiej utrzymać wesoły nastrój i nie dać nic po sobie poznać.
- I tak zamierzałem pojechać jakoś w tym miesiącu. Poza tym, szczerze mówiąc, nie wierzę, że twoja furgonetka dojedzie do celu.
- Jestem wzruszona twoją troską, ale nie martw się. auto świetnie się spisuje.- Rozeźlona ruszyła szybkim krokiem przed siebie, zostawiając mnie w tyle. Nie powiedziała, że nie pojedzie. Zawołałem za nią:
- Ale na jednym baku nie dojedzie, prawda?-  Zrównałem się z nią. 
- A co cię to obchodzi?- Warknęła, ale nadal nie odmówiła.
- Wszyscy powinni przeciwstawiać się marnotrawieniu nieodnawialnych źródeł energii.- Przekomarzałem się z nią. Nie chciałem dać za wygraną dopóki nie usłyszę konkretnej odpowiedzi. 
- Wiesz co, Edward...- Gdy wymówiła moje imię zadrżałem niezauważalnie. Bycie szczerym a jednocześnie nie przerazić jej mogłoby wydawać się w tej sytuacji dość trudne.- Na prawdę nie nadążam za tobą. Jeszcze nie tak dawno twierdziłeś, że nie chcesz się ze mną kolegować.- Obiecałem być szczerym. Obiecałem.
- Powiedziałem, że lepiej będzie, jeśli nie będziemy utrzymywać ze sobą bliższych kontaktów, a nie, że nie chcę ich utrzymywać.- Odpowiedziałem najbardziej szczerze jak potrafiłem, jednocześnie starając się ją ostrzec przed sobą.
- Dzięki, teraz już wszystko rozumiem.- Odpowiedziała z sarkazmem. Zatrzymaliśmy się pod daszkiem stołówki a ona znów spojrzała mi prosto w oczy.
- Byłoby...- Starałem się dobrać odpowiednie słowa- roztropniej, gdybyśmy nie zostali przyjaciółmi. Ale mam już dość zmuszania się do ignorowania ciebie, Bello.- Mój głos przybrał poważny ton, a ja nie spuszczałem wzroku z jej oczu. Staliśmy tak chwilę patrząc sobie w oczy.- Pojedziesz ze mną do Seattle?- Zapytałem łagodnie. Zamarłem w oczekiwaniu na odpowiedź. Nie wydusiła z siebie żadnego słowa, ale skinęła głową jako zgoda na moją prośbę.
Powiedziała mi "tak". Nie Mike'owi czy dwóm pozostałym. Mnie. Uśmiechnąłem się z ulgą, jednak od razu przybrałem poważny ton przypominając sobie przebieg naszej rozmowy.
- Co nie zmienia faktu, że naprawdę powinnaś trzymać się ode mnie z daleka.- Ostrzegłem ją po raz kolejny.- Do zobaczenia na biologii.- rzuciłem i odwróciwszy się odszedłem z trudem powstrzymując uśmiech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz